Wydawnictwo Alexander wiele wysiłku wkłada w zmianę swojego wizerunku; przede wszystkim poprawia jakość komponentów, powiększa rozmiar pudełek, dba też bardziej o szatę graficzną: jest kolorowo i po prostu ładnie, a i same gry proponują coraz ciekawszą rozrywkę. W tych świadomych działaniach przysłowiową kropką nad “i” jest grupa gier wydana pod szyldem Gold Edition: “Opowieści dziwnej treści”, “Gimatriks” oraz “Kolejowy zawrót głowy”

Wszystkie znacząco odbiegają od pozostałych pozycji wydawnictwa. Przede wszystkim wizualnie – solidne i naprawdę sporych rozmiarów pudełka (tylko “Opowieści…” są mniejszych gabarytów), do tego wstawione złocenia i naprawdę odnosi się wrażenie, że mamy w rękach niemalże dobro luksusowe.

Wrażenie to nie mija także po otwarciu pudełka, przynajmniej w przypadku gry “Kolejowy zawrót głowy” a o niej właśnie chcemy kilka słów więcej powiedzieć.

Przede wszystkim duża, kolorowa i solidna plansza, żetony wagonów wykonane z grubej błyszczącej tektury, drewniane znaczniki zwrotnic, misternie wycięte drewniane znaczniki graczy – oczywiście w kształcie lokomotyw (!) oraz plik banknotów w polskich nominałach.
Niestety jest rysa na tym nieskazitelnym wydawałoby się wyglądzie gry – mowa o plastikowych żetonach typu pchełka oraz, z góry przepraszam za określenie, ale w zestawieniu z resztą komponentów, nie przychodzi mi nic innego do głowy jak tylko kiczowatych kart do gry. Jest to o tyle przykre, że może popsuć naprawdę bardzo dobre pierwsze wrażenie.
Dość jednak o wyglądzie, trzeba sprawdzić, czy rozgrywka zasługuje na miano Gold Edition.

W grze poruszamy się po planszy na postawie rzutu kością i próbujemy zdobyć wagony i lokomotywy w odpowiednich składach, ponieważ na koniec gry otrzymamy za nie wynagrodzenie. Dodatkowo możemy pobierać karty zdarzeń, na których znajdują się różnego typu bonusy oraz zlecenia na dostarczenie odpowiednio od składu kolejowego ludzi lub towaru w wyznaczone miejsce, co oczywiście wiąże się z wypłatami finansowymi; w talii jest też kilka kart z negatywnymi zdarzeniami. Jeżdżąc po planszy swoimi lokomotywami, mamy możliwość przestawiania zwrotnic – można więc trochę popsuć plany pozostałym maszynistom. Zwrotnicami trzeba jednak rozsądnie zarządzać, ponieważ na koniec gry oddajemy za każdą niewykorzystaną zwrotnicę 10 złotych do kasy, co jest dużą sumą w tej grze. No i najważniejsze jeśli chodzi o zwrotnice – trzeba nauczyć się ich działania, gdyż nie jest to takie oczywiste na pierwszy rzut oka 🙂

Jakie wrażenia?
Powiem szczerze, jak na Gold Edition gra jest zdecydowanie zbyt prosta i niestety niedopracowana. W zasadzie gra wabi nas komponentami a później nie daje szansy z nich w pełni korzystać. Już tłumaczę skąd takie wrażenia. Gonimy po planszy losowo, nie mamy żadnego wpływu na to, jakie wagony będziemy zbierać. Pieniądze, które kuszą od samego początku i które są tak naprawdę celem gry, pozostają dla graczy prawie marzeniem – główna wypłata za zebrane składy kolejowe następuje po zakończeniu rozgrywki. W jej trakcie możemy zarobić pieniądze za zlecenia – pod warunkiem jednak, że uda nam się zdobyć taką kartę, oraz za bonusy z kart zdarzeń. W sumie to “Kolejowy zawrót głowy” jest losowym wyścigiem po planszy w celu pozyskania wagonów.  Jeśli jednak chciałbyś wprowadzić strategię np. w realizacji zleceń, to może to doprowadzić do frustracji, bo rzuty kostką skutecznie zrujnują twoje działania. Gra jest też niestety niesprawiedliwa i to nie tylko ze względu na losowość w poruszaniu się po planszy, ale głównie za sprawą wspomnianych kart zdarzeń: na chyba 60 kart jest raptem kilka zleceń! Może się więc zdarzyć, że gracz w ogóle nie otrzyma szansy realizacji zlecenia! A przecież to właśnie zlecenia, czyli podróżowanie pociągami, powinny być sercem tej gry! Na cóż zbierać składy kolejowe, jeśli nie można się nimi pobawić?!

Po pierwszej rozgrywce byliśmy zasmuceni, że można aż tak popsuć naprawdę dobrze zapowiadającą się grę. Potem jednak przyszedł czas na refleksję i działanie.

Refleksję, że przecież ta gra jest dedykowana rodzinom tzw. statystycznym Kowalskim, którzy z pewnością się w niej odnajdą, a to głównie za sprawą bardzo dobrze napisanej instrukcji z mnóstwem przykładowych grafik. Poza tym poczują się w miarę pewnie przy planszy, ponieważ znają dobrze zasady gry z serii Monopoly: rzucasz kością, stajesz na polu, pobierasz żeton wagonu lub kartę i realizujesz zdarzenie. Jedyna nowość to operowanie zwrotnicami.
Z tej perspektywy jest to bardzo dobra propozycja dla rodzin: na kanwie ogranej mechaniki ubranej w przepiękną oprawę, przemyca trochę nowości. Dla mnie osobiście ważne jest również, że wykonanie tej gry w wersji Gold Edition obali być może w społeczeństwie przekonanie, że gry muszą być tańsze, a nawet tanie, ponieważ “Kolejowy zawrót głowy” idealnie udowadnia, że jakość jednak trochę kosztuje.
Potem pojawiło się działanie, ponieważ nie mogliśmy się pogodzić z faktem, że nie będziemy mogli / chcieli grać w tak ładną grę. Tym bardziej, że nawet nasze chłopaki z lekkim błyskiem w oku i zainteresowaniem patrzyli na grę o pociągach i pewnie chcieli zabawić się w maszynistów… Myśleliśmy długo, próbowaliśmy i w końcu uszyliśmy sobie tę grę na miarę naszych potrzeb. Zwłaszcza, że sama instrukcja zachęca do takiego działania. Oto one:
  • przede wszystkim daliśmy graczom pieniądze w tzw. kredycie na rozkręcenie biznesu, które na koniec gry zostały odliczone od całości zebranej kwoty
  • poza tym ograniczyliśmy losowość rzutu kością, wprowadzając zasadę zarządzania wynikiem rzutu: przesuwaliśmy lokomotywę maksymalnie o ilość wyrzuconych oczek (na kości 3, mogę przesunąć lokomotywę o jeden, dwa lub trzy pola)
  • oddzieliliśmy karty zleceń od reszty kart zdarzeń i rozdaliśmy graczom na początku gry zlecenia o równym stopniu trudności. W ten sposób każdy miał równe szanse na ich realizację i mógł świadomie kierować swoimi działaniami na planszy. Poza tym realizacja zleceń mogła odbywać się równocześnie tam, gdzie spełnialiśmy kryteria
  • koniec gry ustaliliśmy na moment pobrania z planszy ostatniego wagonu (zgodnie z instrukcją) lub zrealizowanie przez gracza swoich zleceń.

Gra nabrała dzięki tym zmianom rumieńców, ograniczyła męczącą losowość oraz zapewniła nam radość z gry! Dodając do tego negatywny element w postaci przestawiania zwrotnic,  Kuba również miał radochę z tej pozycji 🙂

Karola

Czy “Kolejowy zawrót głowy” dojechał na stację Gold Edition? – wydawnictwo Alexander

Twoja opinia jest dla nas ważna...

%d bloggers like this: