osób wiek  ok. 


Zastanawialiście się kiedyś, co wpływa na sukces gry planszowej? Mechanika – jej innowacyjność, o co chyba niestety coraz trudniej, może klimat, jeśli oczywiście nie jesteś eurograczem, który poza punktami niczego więcej w grze nie widzi, a może prostota lub złożoność zasad, w zależności oczywiście czego szukasz w grze.

A może sukces to samo nazwisko autora gry? Dajmy na to dr Reiner Knizia, niemiecki twórca gier planszowych, których ma na swoim koncie ponad 200. Czy kolejna gra sygnowana jego nazwiskiem to już gwarantowany sukces ze względu na znaną w świecie markę? Czy też gracz będzie pełen obaw, czy pan Knizia jest w stanie zrobić kolejną dobrą grę….


Czy zatem wydawnictwo Tactic Games Polska dobrze zrobiło, wydając grę tego autora pt. “GO GO Eskimo”? Bo przecież jest to gra rodzinna, a w tym sektorze raczej trudno oczekiwać rozeznania klientów w twórcach gier planszowych. 
Nieskromnie powiem, że ja się orientuję i interesuję, dlatego też sięgałam po tę grę z lekkimi obawami. Najbardziej zszokował mnie sam tytuł, bo wiedząc już, że jest to gra rodzinna, użycie słów “go go” jednak wielu osobom może się jednoznacznie kojarzyć… Zaraz jednak moje wątpliwości rozwiały figurki Eskimosów widoczne przez okienko pudełka. A jeśli już o Eskimosach mowa: wszyscy wpadają w zachwyt, że drewniane, sporej wielkości figurki mają na swych kubraczkach futerka! Naprawdę świetnie to wygląda. W ogóle cała gra dobrze się prezentuje…może z wyjątkiem gór lodowych, które oszpecono tanim, cienkim plastikiem.

Jak na rodzinny tytuł przystało, zasady są bardzo proste i zmieściły się na dwóch stronach instrukcji. “GO GO Eskimo” to wyścig Eskimosów po ryby, które na koniec rundy ludzie lodu sprzedają na targu. W skrócie – zagrywasz kartę w kolorze Eskimosa, przesuwasz konkretną figurkę na planszy o ilość pól z karty, jeśli możesz zbierasz rybki i małże, rozmieszczone jako bonusy na planszy i dobierasz kartę/y by uzupełnić “rękę”.


Prawda, że proste? Ale jednocześnie nie banalne, ponieważ smaczków i rumieńców grze dodają zdawałoby się drobnostki.: przede wszystkim niedźwiadek, który skacze sobie po wspomnianych górach lodowych i blokuje ruch Eskimosa na drodze obok góry. Niedźwiadka poruszamy na dwa sposoby: obowiązkowo gdy jest widoczny na karcie, albo dobrowolnie, wymuszając jego ruch – wtedy musimy przekupić go rybką, czyli tracimy jeden ze zdobytych wcześniej żetonów. Druga rzecz, która decyduje o poziomie tej gry, to targowisko ryb, a w zasadzie związana z tym strategia gracza. Sprzedaż rybek bowiem komplikuje się z każdą kolejną rundą, ponieważ na końcu można spieniężyć tylko jeden rodzaj ryb. Mało tego, są tylko trzy rundy i trzy rodzaje ryb, więc nie trudno się domyślić, że trochę trzeba się nagimnastykować, żeby te rybki dobrze sprzedać.

“GO GO Eskimo” to bardzo dobra pozycja wśród gier rodzinnych, ponieważ zadowoli i dzieci /wykonanie i proste zasady/ i dorosłych /strategia w grze/.

Życzę wydawnictwu /Kuba się dołącza/ sukcesu sprzedażowego – gra ma zadatki na numer 1 w rankingach czy to gier rodzinnych czy dziecięcych. A jeśli chodzi o autora gry…cóż panie Knizia – chylę czoła!

Karola

Komu rybkę? “Go Go Eskimo” Tactic Games
Tagi:                

Twoja opinia jest dla nas ważna...

%d bloggers like this: