1-5 osób wiek 14+  ok. 30′-50′

Czy ta gra zachęca czy też może zniechęca do kolejnej rozgrywki? Skąd takie pytanie na początku recenzji gry? Ponieważ celem “Zaginionej ekspedycji” jest dotarcie do El Dorado, miasta pełnego wszelkich bogactw, do którego prowadzi ekstremalnie niebezpieczna droga. I jak możecie się domyślić, wielokrotnie polegniecie na trasie, ale za każdym razem będziecie wstawać i ruszać ponownie. Pytacie dlaczego? To śmieszne, ale wcale nie dla radości z wygranej – chociaż ta daje oczywiście mnóstwo satysfakcji po wielu nieudanych próbach, ale w szczególności dla samej frajdy z grania.

Cóż więc jest takiego ekscytującego w dostawaniu po tyłku od gry? Przede wszystkim “Zaginiona ekspedycja” bardzo dobrze działa w każdym składzie. Możecie grać solo, możecie we dwie osoby i wtedy jest to totalny pojedynek i wyścig po skarb, a możecie we dwie lub więcej osób ale w wersji kooperacyjnej. Powiem szczerze, że choć nie jestem fanką kooperacji, ponieważ zawsze w tego typu grach może się zdarzyć tzw. samiec alfa, i nasze pomysły i rozwiązania rozbiją się o mur, to w przypadku “Zaginionej ekspedycji” to właśnie wariant kooperacyjny najbardziej mi się spodobał. Zastosowano tu bardzo dobre rozwiązanie – co rundę zmienia się szef wyprawy, który ma decydujące zdanie o tym, co i jak faktycznie będziemy w danej chwili robić. Wspólnie budujemy nasz szlak do miasta i wspólnie stawiamy czoła przeciwnościom w zdobyciu upragnionego El Dorado czyli miasta Z w grze. A ich mnogość jest wręcz zaskakująca.

W naszej wyprawie oprócz tego, że możemy w dżungli trafić na dzikie zwierzęta i wszelkie owadzie paskudztwa, co jest raczej oczywiste, to czekają nas np choroby, głód czy brak amunicji. Jeśli sobie z tym wszystkim poradzimy i choćby jeden z naszych poszukiwaczy – a mamy ich trzech na starcie, dotrze do celu – co ważne – żywy, choć niekoniecznie w dobrym stanie fizycznym, to hurra – wygrywamy grę, odkrywamy El Dorado, zapisujemy się na kartach historii!
Nasza ekspedycja oczywiście dobiega też końca, jeśli zginą wszyscy uczestnicy wyprawy lub po powtórnym wykorzystaniu kart w grze. I powiem Wam, że wygrać na poziomie wyższym niż łatwy jest wyzwaniem. Z drugiej strony wygrana na najłatwiejszym levelu w ogóle nie przyniosła nam satysfakcji – poszło za szybko i za prosto, a wygraliśmy za pierwszym razem. Co innego poziomy wyżej – tu się dzieje…

Jak przebiega rozgrywka? I dlaczego kooperacja najlepiej się sprawdza? W rundzie, która w grze jest jednym dniem naszej wyprawy są dwie fazy: poranek i wieczór i intuicyjnie do tego, w pierwszej fazie zagrywamy 3 karty zgodnie z ich numeracją a w drugiej czyli wieczorem, kiedy pole naszego widzenia mocno się zawęża, zagrywamy kolejne trzy karty bez względu na numer. Następnie rozpatrujemy działanie kart: symbole żółte to wydarzenia obowiązkowe, czerwone to takie pół na pół: generalnie coś zrobić musimy, ale przynajmniej sami wybierzemy co. Symbole niebieskie to pełna swoboda, nie są bowiem wymagane. Zasady gry można powiedzieć dziecinnie proste. Ale już dokonywanie wyboru, jaką kolejność kart wybrać, jakie akcje z kart zastosować – nie są oczywistością. I dlatego właśnie wariant kooperacyjny jest najlepszy, ponieważ wspólne podejmowanie decyzji zdejmuje z nas ciężar odpowiedzialności za porażkę a poza tym tak po ludzku: co dwie głowy to nie jedna. Przy wariancie jednoosobowym brakuje często właśnie podpowiedzi innego podróżnika. I przez to też, gra solo przynajmniej u nas była niezmiernie trudna pod względem decyzyjnym. Natomiast wariant gracz kontra gracz jest dobrą opcją raz na jakiś czas, bo jednak wydaje nam się, że gra cały potencjał pokazuje właśnie w wariancie kooperacyjnym.

No właśnie, sporo już powiedziałam na temat porażki w tej grze, ale na koniec jeszcze raz powtórzę: porażka nie odbiera chęci podjęcia ponownej próby. Powiem więcej, nakręca do działania. Tym bardziej, że w trakcie rozgrywki, która jest szybka i dynamiczna, naprawdę jesteście w stanie wczuć się w atmosferę niebezpiecznej wyprawy. Sama nie wiem, czy bardziej za sprawą grafik rodem z filmu przygodowego czy właśnie dzięki poczuciu całkowitej odpowiedzialności za powodzenie ekspedycji. Tak czy inaczej, gra mimo tego, że naprawdę wygrać nie jest łatwo, że często podejmujemy było nie było ciężką decyzję, którego z odkrywców pozostawić w dżungli na pewną śmierć, że ciągle jest “pod górkę” jest pozycją, którą szczerze polecam. /zresztą Kuba też/.

Jako ciekawostkę warto wiedzieć, że gra jest inspirowana historyczną postacią wojskowego, podróżnika – Percy’ego Fawcetta, który to w 1925 roku wyruszył na wyprawę w poszukiwaniu mitycznego El Dorado /nazwanego przez niego miastem Z – stąd też taka nazwa w grze/. Wyprawa zakończyła się tragicznie, bowiem do tej pory nie odnaleziono ani ciała pana Percy’ego, ani nikogo innego biorącego udział w tejże ekspedycji.

zdecydowanie polecamy

Wyprawa do El Dorado czyli “Zaginiona ekspedycja” All in Games

Twoja opinia jest dla nas ważna...

%d bloggers like this: